Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
61 postów 2226 komentarzy

Izbicki łącznik „Z popiołów Sobiboru” do wyższego systemu pasożytniczego

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Z historii nieudanych selekcji elit wybranych z holocaustu

 

                 

Niezwykła okupacyjna odyseja Tomasza Blatta chłopca z niemal zupełnie przed 1942r. żydowskiego miasteczka Izbicy ( między Krasnystawem a Zamościem, Polacy - katolicy byli tam głównie urzędnikami lub szabasgojami) choć jest wielce prawdziwa, to jednocześnie  jego ocalenie od tych przypadków chyba wszelkiego rodzaju dyskryminacji i śmiertelnych zagrożeń dla Żydów w marcu 1942r  objętych jak się okazało zbyt ostatecznie „Akcją Reinhardt” a następnie  jeszcze angażowanych w „utrwalanie władzy ludowej” w „Polsce Lubelskiej” wydaje się tak nieprawdopodobne , że nawet sensacyjne. 

            Według przedmowy T. Blatta tekst pełniejszej relacji z obozu śmierci w Sobiborze i powstania w dniu 14.10.1943r. usiłował autor opublikować bezskutecznie od 1952r.(mimo, że był już wyższym oficerem bermanowskim).   W PRL nie zgadzał się na wymagane przez PRLowską  cenzurę (wyłącznie „narodowościowo” żydowską z późniejszym protektorem nobilitacji Miłosza i Szymborskiej Marcelim Reichem Ranickim na czele, w której jednak pierwszy 1945-48 cenzor Tadeusz Zabłudowski mimo, że ocalony z lubelskiego getta przez A. i Z. Pelczarskich podawał swą narodowość jako polską) pominięcie "historii zbrodni gen. Korczyńskiego wobec partyzantów, Żydów.." (prawdopodobnie chodziło o podstępne wymordowanie kilku polskich jeńców wojennych żydowskiego pochodzenia , którzy w polskich mundurach uciekli z podobozu Majdanka przy ul. Lipowej z bronią prawdopodobnie otrzymaną od wybitnych SSmanów  i trafili do oddzialu AL Grzegorza Korczyńskiego w okolicach Lublina).  Informacje te sam pominął w wydanej w 2003r książce "Z popiołów Sobiboru " ( Wyd. Muzeum Pojezierza Łęczyńsko Włodawskiego 5, 2003r). Ograniczył w niej także wzmiankę o "zbrodni antysemitów z AK” na dwu powstańcach Sobiboru, z którymi mieszkał w Lublinie po wyzwoleniu w 1944r. , którą obszerniej opisał w pierwszym anglojęzycznym wydaniu tej książki w USA w 1997r. przez parafię ewangelicką).

W Jerozolimie w 1957r  „jeden ze znanych więźniów Oświęcimia” (prawdopodobnie Szymon Wiesenthal) uznał tą relację za wytwór bujnej fantazji wyjaśniając „ Nie słyszałem dotychczas nic o Sobiborze a tym bardziej o powstaniu w tym obozie „  -mimo, że L. L. Feldhendler syn rabina i członek Judenratu z Żółkiewki jako przywódca obozowego ruchu oporu w Sobiborze na kilka dni przed swą  śmiercią zdążył w październiku 1944r złożyć swą relację w Centralnej Zydowskiej Komisji Historycznej w Lublinie. Został zabity według pogłosek jakoby przypadkowo z Herszem Blankiem 4.11.1044r  przez konspiratorów AK z „Grupy Jemioły” prawdopodobnie celowo sprowokowanych przez sjonistyczne władze NKWD i UB , które wprowadziły do „grupy Jemioły” Annę Różańska, żonę Goldberga Różańskiego(wprowadzona  jako prowokatorkę do „Grupy Jemioly” przy pomocy zmanipulowanego pchor. AK z Krasnegostawu Tadeusza Jamroza) . Ostatnio Hanna Kral i „Teatr Brama Grodzka” twierdzą , że Feldchendler zabity był nie z Blankiem lecz w „Domu Cudów” na Złotej 2 (H. Krall „Wyjątkowo długa linia”) a Tomasz Blatt dodatkowo wyjaśnia, że Hersz Blank nie był „powstańcem Sobiboru” lecz z Sobiboru uciekł wcześniej a UBowcem nie mógł być gdyż był ortodoksyjnym Żydem z pejsami..

Ze świata , w którym nazistowska „ zbrodnia była nauką” (według książki T. Blatta) T. Blatt znalazł się jako oficer UB (być może Informacji WP lub polityczny) uratowany ostatecznie jak mu się wydawało z rąk polskich prześladowców w świecie, w którym nauką były bardziej totalnie pasożytniczo przystosowawcze zbrodnie stalinowskie.

 Bardziej "publiczny" charakter zbrodni hitlerowskich głównie gwałtownego uśmiercania nie tylko na Żydach oraz bezkompromisowo militarny charakter klęski systemu doprowadziły do tego, że kilka procent bezpośrednio sprawczo zaangażowanych w ludobójstwo hitlerowskie miało formalne problemy o charakterze odpowiedzialności z czego ułamek procenta podlegał różnym karom.

 Wielokrotnie większe ludobójstwo stalinowskie głównie przez eksterminacyjne warunki przeważnie z egzekwowaniem formalnej ich akceptacji przez ofiary i ich otoczenie nie tylko pozostało zupełnie bezkarne poza efektami właściwie personalnych selekcji i rozgrywek pomiędzy ludobójcami  lub efektów rozmontowywania PRL i ZSRR po spełnieniu ich historycznych funkcji w syjonistycznej kolonizacji Palestyny lecz  odegrało istotną rolę w negatywnej selekcji i kreacji naszych elit „demokratycznych” po transformacji „dyktatury proletariatu” w liberał demokratyczną dyktaturę fałszywych autorytetów.

Trudności publikacji wspomnień T. Blatta w krajach gdzie publikatory opanowali jego „rodacy” formalnie dopiero  od lat 60tych hołdujący kultowi holocaustu nie były tylko przypadkowe. Podobne notatki Abrama Kajzera, robotnika (tkacza) z getta w Łodzi o zdarzeniach w getcie i licznych obozach pracy Żydów,  przez które przeszedł wydane zostały właściwie jakby przypadkiem w 1962r przez byłego sekretarza Oddz. Łódzkiego Zw. Literatów Polskich Adama Ostoję, do którego Abram Kajzer zwrócił się o ich opracowanie literackie. (A. Kajzer „Za drutami Śmierci” Wyd. Łódzkie 1962)

Abram Kajzer (zaginął bez wieści w przytułku w  Izraelu przed wydaniem swej książki ).  na przypadkowych papierach opisywał zdarzenia  z życia w tych obozach i ukrywał je w latrynach lub innych miejscach. Po wojnie objechał na rowerze   te miejsca i pozbierał większość swych notatek. Mimo robotniczego i żydowskiego pochodzenia nie został oficerem nowej dyktatury lecz skorzystał z możliwości wyjazdu do Palestyny gdzie w okresie ostatecznego oddawania opracowania jego notatek do druku nie udało się go odnaleźć. Uczciwie i obiektywnie opisał także wyzwolenie przez Armię Czerwoną w ostatnim obozie po którym sterroryzowane fizycznie i psychicznie niedoszłe ofiary funkcyjnych „capo” (również Żydów) i SSmanów nawet nie protestowały przeciwko „transformacji” swych zbrodniczych katów- realizatorów holocaustu w troskliwych swych opiekunów, reprezentantów i przywódców. Było to zjawisko w różnym stopniu właściwe nie tylko Żydom i nie tylko wyzwalanym przez Armię Czerwoną.

„Sowieckie wojsko dostarczyło lekarstw, i ci sami lekarze, którzy kilka dni temu zjadali przydział dla chorych i kwalifikowali słabszych do pieców krematoryjnych, obecnie wykazywali maksimum starań i z zaaferowanymi minami konferowali z oficerami sowieckimi, jak polepszyć byt i zdrowie drogocennych pacjentów.... Kaci-kapo tak się starali, że wprost wyłazili ze skóry... a my- tępi, dobroduszni więźniowie – przyjmowaliśmy dobrodusznie ich usługi nie decydując się na ich zdemaskowanie... kapo Bucher...przybierając pozę przepracowanego męczennika wydawał nam cukier....z równą energią jak wtedy, gdy zaganiał nas kijem do pracy, odbierał chleb, bił i kopał.... Lagerfurer, a poprzednio uterscharfurer SS, również chciał pozostać nam wierny aż do grobowej deski i z pełnym oddaniem piastował stanowisko kierownika kuchni. Funkcję tę pełnił tak dobrze jak dobrze wykonywał dotychczas straszne obowiązki lagerfuchrera.” (ciekawe co robił w NRD  a może w Palestynie ?) „..Tylko.. codziennie konały dziesiątki i setki byłych haftlingów ..”

            Bohaterami bardziej „polskimi” podobnych zjawisk modelowych dla negatywnych choć mniej drastycznie zbrodniczych  selekcji naszych ale także izraelickich ( w USA i w Palestynie) elit byli Cyrankiewicz, Kazimierz Rusinek (podający się za „komendanta” „czerwonych” gdyńskich kosynierów z 1939r  PRLowski- multiminister w tym niemal jakby pierwszy minister kombatantów jeszcze w poPRL ) i Szymon Wiesenthal (ocalony w izbie chorych „doktora śmierć” późniejszy pogromca byłych SSmanów ) funkcyjni więźniowie z Oświęcimia i Stuthofu przeniesieni przez Niemców do Mauthausen w Austrii gdzie po wyzwoleniu przez Amerykanów dalej stanowili grupę reprezentującą więźniów Rusinek i Cyrankiewicz jako wieźniowie polityczni wciągnieci zostali do obozowych konspiracji, które szybko zostały zlikwidowane) . Rusinek był dalej funkcyjnym w biurze przepustek i pomocy dla więźniów . Cyrankiewicz obok Bermana i Minca byli do końca życia idolami otwarcie wielbionymi przez sjonistycznego kabotyna Jana Karskiego.

            Znajomość tych zjawisk pozwala lepiej rozumieć także wyborcze sukcesy poPRLowskich elit z modelowym (wg Balcerowicza) prywatyzatorem  PRLowskiego funduszu rozwoju sportu i turystyki  Kwaśniewskim jego charytatywną Jolą i innymi kacykowskimi autorytetami na czele.

            O wadze historiozoficznej i wychowawczej  zjawisk „shindlerowskiej” opieki nad wybranymi z holocaustu świadczy także konsekwencja jakby przypadkowo lub emocjonalnie motywowanego twierdzenia przedstawiciela Jad Waszem na konferencjach naukowych dotyczących holocaustu Szmula Krakowskiego, który jako naukowiec wbrew innym nawet żydowskim historykom uparcie twierdzi, że w obozach koncentracyjnych uratowało się więcej Żydów niż zostało uratowanych przez Polaków. Np. na konferencji naukowej w sprawie Akcji Reinhardt w Lublinie 7-9.X.2002r   otwarcie zaprzeczał udokumentowanym liczbom 27 – do ponad 100 tysięcy uratowanych przez Polaków twierdząc, że większe szanse przeżycia holocaustu mieli Żydzi w obozach śmierci lub obozach koncentracyjnych skąd uratowało się formalnie około 3 tysiące. Może to ze względu na doskonalsze żydostwo tych ostatnich i potrzebę „nadbudowy” psychologicznej i historycznej ich „wybraństwa” przez powołanych czcicieli pasożytniczej walki o byt. Szmul Krakowski pewnie sadzi, ze gdyby nie „rewolty” w getcie warszawskim i Sobiborze to może nie było by „Akcji erntefest” i w kompleksie obozów pracy Majdanka ocalało by 43 tysiace Żydów plus Żydzi z getta Warszawskiego (których miała ewakuować do Majdanka ekspedycja niemiecka  zaatakowana przez powstanców w getcie  warszawskim)..

            Może rzeczywiście ekspedycja zaatakowana przez powstańców getta warszawskiego była spektakularną demonstracją zbrodniczości analogicznie jak rozkaz Stalina do ataku na „synagogę” wydany telefonicznie dla NKWD w czasie dyplomatycznych rozmow z dyplomatmi Hitlera o pakcie rozbioru Polski.

Co pominięto  „Z popiołów Sobiboru”

Tomasz Blatt razem z Herszem Blankiem i Leonem Lejbą Feldhendlerem – trzej spośród ocalonych powstańców  z obozu śmierci w Sobiborze już po okupacji jako oficerowie UB lub informacji WP mieszkali razem w Lublinie przy ul. Kowalskiej gdzie 4.11.1944r. Hersz Blank został zabity przez nadal konspirujących i manipulowanych przez UB  żołnierzy AK jako konfident UB

a L.L Feldhendler ( syn rabina z Żółkiewki) zastrzelony został  przez nieznanego zabójcę być może bermanaowca, którego nie zdołano zastąpić zmanipulowanym Akowcem.

Dopiero 23.01.2003r. odbyła się we Włodawie w zabytkowej synagodze                       prapremiera pierwszego polskiego wydania książki T. Blatta „ Z popiołów Sobiboru” , w której autor opisał całą swoją okupacyjną historię  aż do przyjazdu do Lublina w 1944r lecz zupełnie pominął na pewno mocno przeżyte i opiniotwórcze miesiące wspólnego zamieszkiwania z Herszem Blankiem i L. Feldhendlerem w "Polsce Lubelskiej" .

W anglojęzycznym i niemieckim wcześniejszym wydaniu "From the Ashes of Sobibor..." (1997-2000) napisał nie tylko o zamordowaniu H. Blanka przez „antysemitów z  AK” ale podał nazwiska zabójców i niezupełnie ścisłe informacje o ich procesie, wyroku (jakoby za planowanie zamachu na Bieruta) oraz o egzekucji kary śmieci w 1945r.

W  wyroku sądu wojskowego nad zabójcami Hersza B. nie ma żadnej wzmianki o razem z nim zabitym L. Feldhendlerze również powstańcu Sobiboru (a nawet przywódcy i twórcy konspiracji) jakby nawet nie był psem oficera Hersza (może nie był entuzjastą radzieckich wyzwolicieli). Jeszcze dziwniejsze jest pominięcie Hersza Blanka w informacji na 212 str książki Blatta "Dwóch ocalonych, Leon Feldhendler i Josef Kopf, zostało zabitych krótko po wyzwoleniu przez antysemitów" – można by przypuszczać, że Kopf tojeden ze zbrodniczych capo z Sobiboru, którzy umożliwili powstanie, a który zmienił nazwisko na Blank?.

Na promocji swej następnej książki „Ucieczka z Sobiboru” w ośrodku historiozofii „judaistycznej” „Brama Grodzka”  T. Blatt stwierdził, że Josepf Kopf został zabity gdy po wojnie odwiedził  Polaków , którzy ukrywali go w czasie okupacji , Może odwiedził ich w mundurze i myśleli, ze chce ich aresztować lub zadenuncjować?

            "Rodacy" powstańców z Sobiboru z diaspory rządzącej w Polsce Lubelskiej a szczególnie w UB, NKWD, Informacji WP i zbrodniczych sądach wojskowych ( typy "polskie" w rodzaju Moczara ,gen. Korczyńskiego ,"Przepiórki", Kowalskiego "Cienia" wbrew pozorom były od nich uzależnione tylko nieco podobnie jak Litwini i Ukraińcy od SSmanów na Majdanku lub w Sobiborze) umieścili na grobie Hersza Blanka na kirkucie przy ul. Walecznych w Lublinie dwujęzyczny napis "Hersz Blank oficer NKWD-UB zamordowany przez bandytów z AK".

Informacje o mordzie na powstańcach Sobiboru dla licznej wówczas w stołecznym Lublinie diaspory ocalałych z holocaustu  i liczniejszej reemigrantów i poradzieckich Żydów pełnił funkcje podobne do funkcji nazistowskiego holocaustu i „polskiego”  "pogromu kieleckiego"  oraz późniejszych zbrodniczych antysemitów  w rodzaju Korczyńskiego i Moczara w UB skłaniając do "alii" ("podniesienia") do Palestynylecz opinii publicznej są nadal nie jest znane.

Zabójcy Hersza Blanka i L. Feldheldlera należeli do kilkunastoosobowej grupy konspiratorów złożonej z dwu cichociemnych nieco zagubionych w nowej sytuacji, kilku byłych żołnierzy AK starających śię ukończyć przerwaną wojną szkołę  i podchorążego AK z Krasnegostawu, który uciekł do Lublina jako "niesłusznie podejrzewany" przez NKWD o zabicie radnego i sekretarza PPR a po przyłączeniu się do "grupy "Jemioły"" (jak zostali nazwani w aktach śledztwa i procesu) zaprzysiągł i wprowadził do tej "grupy" jako nowego członka AK ( bez wiedzy i uprzedzenia formalnego dowódcy tej konspiracji) żonę znaczącego oficera UB-J.Goldberga Różańskiego, która namawiała "grupę" do zamachów na Bieruta, Radkiewicza, Osóbkę Morawskiego, "Szarugę" (jako renegata z AK) i innych oferując informacje i pomoc jako pracownica UB lecz polska patriotka.  Rozkazy i polecenia do takich zamachów otrzymywał też dowodzący "grupą" "Jemioła" (cichociemny) od najprawdopodobniej prowokatora UB podającego się za kuriera wyższych władz AK. Dokonali zamachu jedynie na Hersza Blanka prawdopodobnie sprowokowani bądź jego gorliwością w służbie dla nowej władzy wyzwolicieli wzorowanej na gorliwości żydowskich capo z gett i Sobiboru (Hersz Blank i T. Blatt po otrzymaniu mundurów i pistoletów oficerów UB mogli zająć się osobiście znanymi sobie konspiratorami AK lub „antysemitami” z okolic Izbicy), bądź co  bardziej prawdopodobne przez manipulujących nimi prowokatorów z NKWD i UB.

Podchorąży AK z Krasnegostawu T. Jamroz był przed śmiercią konkurencyjnie torturowany przez Różańskiego i Romkowskiego o co wzajemnie się jakby chwalebnie oskarżali kilka lat później sądzeni w PRL razem  z  Fejginem za "przekraczanie zakresu kompetencji" w innych sprawach  ( torturowania zbyt ważnych  członków PZPR).

Prawdopodobnie stosunki i działalność różnych grup w rządzącej "Polską Lubelską" diasporze były regulowane przez decydentów z najbliższego środowiska Stalina i Berii o czym może świadczyć nieskuteczność zawartej w raporcie gen NKWD Sierowa  do Stalina i Berii jakby  skargi na Romkowskiego, który bez śledztwa i sądu wywiózł z więzienia na Zamku  szefa wywiadu okr. AK w Lublinie płk dypl. A. Bienieckiego i zastrzelił go oraz zakopał  "w podlubelskim lasku" (prawdopodobnie na Sławinku).

            W tym czasie w UB służyło nie tylko bardzo wielu Żydów  i różnego rodzaju upolitycznionych szubrawców lecz także z różnych powodów wielu byłych żołnierzy AK, z których blisko 20 skazanych zostało na śmierć w 1945r na Zamku Lubelskim. Ich koledzy pozostający w konspiracji (lub do niej przymuszani) wówczas nie mieli im tego za złe tak bardzo jak obecnie historycy, politycy i "działacze kombatanccy" po wielu latach pasożytniczych selekcji i kreacji chociaż dobrze rozumieli, że nie zostali oni wetknięci do UB wyłącznie jako „wtyczki i szpiedzy AK”. „Grupa Jemioły” zostala skazana na śmierć i stracona Na Zamku w Lublinie a następnie pogrzebana praw3dopodobnie pod alejką cmentarza rzymskokatolickiego „Przy Unickiej” i w latach 60tych wyekshumowana do katakumb „ofiar hitlerowskiego fawszsyzmu-więźniow Zamku w Lublinie”.  Pasożytnicze negatywne selekcje polskich elit doprowadziły do tego, że w 1996r "działacze kombatanccy" (w tym historyczka z Muzeum na Majdanku Z. Leszczyńska przedstawiana fałszywie jako "żołnierz AK"  nawet na okładce swej książki i w stopniu honoralnego podporucznika AK pełniąca po honoralnym pułkowniku AK W. Goldmanie  funkcje Prezesa Związku Żołnierzy AK w Lublinie-(nie „światowego” lecz kanapowego) zerwali z mogiły zbiorowej więźniów zamku na cmentarzu kat. w Lublinie tablicę z nazwiskami trzech skazanych na śmierć i straconych więźniów jako tablicę z nazwiskami funkcjonariuszy UB (straceni za próby pomocy innym żołnierzom AK lub profilaktycznie). Prokuratura i ostatecznie prokurator  generalny Lech Kaczyński i także min. kultury Ujazdowski (znamienici politycy "prawicy") uparcie odmawiali wykonania ustawowych obowiązków w tej sprawie (władze kościelne część mogiły sprzedały na nowe pogrzeby w roku 1977-8)..   W 2009r ta sławetna nie tylkotym wyczynem historyczka i działaczka kombatancka już w stopniu honoralnym ppor AK zajmujaca się jak to nazwał prof. Kunert „mozaiką biografii” ofiar Lubelskiego Zamku jako członek Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy Wojewodzie Lubelskim z tytulem Kustosz Pamięci Narodowej IPN zawnioskowala skutecznie o „przebudowę” nigdy nie badanej mogily rzeczywistej więźniow Zamku Lubelskiego z lat 1944/45 na mogilę symboliczną przez jej częściową likwidację metodą likwidacyjnej ekshumacji . Lubelski oddział IPN sławeny zachachmęceniem teczek szczególnie przez abp Życińskiego (TW „Filozof”)  umilowanych kapłanow  uznal te ekshumacje za nie wymagające protokołu prokuratorskiego jako „administracyjne”

http://telewidz.neon24.pl/post/71457,szczatki-i-mogily-bohaterow-niszczone-w-lublinie-przez-popisowo-pobermanowskie-biurokracje-historyczne

 

"Jemioła" i jego "grupa" straconych w dn 12.04.1945r nawet w świetle akt śledztwa i procesu oraz wyroku śmierci (za posiadanie broni, należenie do nielegalnej AK i zamach na Hersza Blanka) nie byli wówczas skłonni do zabijania za samą przynależność do UB lub żydostwo. Prawdopodobnie śmierć Hersza Blanka i Feldchendlera  podobnie jak i późniejszy "pogrom kielecki" została sprowokowana przez kryptosjonistycznych decydentów w UB i NKWD.

W tym czasie w Lublinie znaleźli się także nieliczne ofiary holocaustu  powstańcy z getta warszawskiego i liczniejsi reemigranci z ZSRR  lecz ich przywódcy zdecydowanie syjonistyczni choć występujący jako prosowieccy „patrioci polscy” raczej byli bliscy stalinowskim zasadom wymuszania i respektowania bohaterstwa niż chrześcijańskim. Zaangażowani byli w plany masowej "alii" tj „podniesienia" Żydów do Palestyny przez legalne i „nielegalne” przekraczanie planowanych granic stref okupacji  ZSRR do „neutralizowanej” Austrii przy pomocy UB, NKWD i WOP. Towarzystwo Kulturalne Żydowskie liczyło w powojennym Lublinie 5000szybko emigrujących  członków. Sjonistyczni bardziej„stalinowscy”przywódcy raczej nazywali ofiary holocaustu „mydłem” i raczej werbalnie artykułowali sądy Polaków na tematy ludobójstwa jako niezbyt istotne.  Podobnie obecnie upowszechniana jest pogarda dla powstańców warszawskich jako przegranych i zbyt ufających swym „zbrodniczym” przywódcom.

            Przez nieprzenikliwe dla Polaków granice w następnych latach miały "nielegalnie" przejść i przeszłydo przepełnionych obozów uchodźców w Austrii i NRF setki tysięcy Żydów, którym  następnie otworzono granice demokracji zachodnich i Palestyny już opanowanej głównie przez przeszkolonych i uzbrojonych dezerterów z Korpusu gen. Andersa.

           Dla T. Blatta jak i dla wielu kryptosjonistycznych oficerów UB i decydentów PRL oraz setek tysięcy ich potalmudycznych „rodaków” żelazna kurtyna i mur berliński nie były granicami świata a "polski antysemityzm" był dodatkowym środkiem wymuszającym lub pretekstem uzasadniającym aliję.

W 1948r po ustanowieniu przez ONZ na wniosek Gromyki żydowskiego państwa ws Palestynie zlikwidowano w Austrii, NRF i Włoszech „obozy dla uchodźców z za żelaznej kurtyny”, w których jeszcze wówczas znajdowało się 200 tysięcy takich „uchodźców”- kandydatów na nowohebrajczyków wybranych z ZSRR, dla których pomimo holocaustu,  pogromu kieleckiego i moczarowców obozowe diety były atrakcyjniejsze od wyjazdu do Palestyny.

T. Blatt jest także dowodem jak nieudana była  holocaustyczna  selekcja „zdolnych do odnowy żydostwa” (wg gub GG Hansa Franka) i „najlepszego elementu zdolnego do walki o byt” (wg Reinhardta Heidrycha) pod władzą grupy  hitlerowskich homoseksualistów z aszkenazyjskimi korzeniami prowadzona po klęsce gen Rommla pod Tobrukiem (i wcześniejszej rezygnacji z rezerwatu żydowskiego w dystrykcie, lubelskim ) już tylko w celu wykorzystania nieporównywalnie  większej niż w przypadku Reichu Hitlera wszechstronności i pełni zależności ZSRR od sowieckiej i alianckiej diaspory do także i  „moralnie” usprawiedliwionej emigracji Żydów do Palestyny i jej ludobójczej kolonizacji ( w ZSRR  już przed 1939r wymieniono terrorem także ludobójczym zbyt rodzime rosyjskie elity do tego stopnia, że nawet wszystkie sowieckie piosenki miały właściwych kompozytorów, w Reichu tylko spowodowano zanik twórczości literackiej)..

            Przeciwko umieszczeniu w 1994r nazwisk zabójców Hersza Blanka na tablicy w bramie Zamku jako bohaterów polskiego ruchu oporu (chociaż za zabójstwo Hersza nie zostali "rehabilitowani" lecz tylko pośmiertnie amnestionowani) protestowały organizacje żydowskie Tomasz Blatt jako jego najbliższy  towarzysz ( w książce Z popiołów Sobiboru na stronie 247 zamieścił swą fotografię w mundurze oficera jak ostatnio stwierdził ze szkoły oficerskiej w Łodzi) stwierdził, że Hersz Blank nie był konfidentem UB, (co może znaczyć nie tylko to, że jako oficer UB nie musiał być konfidentem lecz, że nie był prywatnie zaangażowany w wyłapywanie i prześladowanie byłych żołnierzy AK we współpracy z sądowymi zbrodniarzami). Informację o tym stwierdzeniu T. Blatta zamieścił R. Kuwałek w pracy "Obóz zagłady w Sobiborze w historiografii" (Zeszyty Majdanka 2001,T.XXI,str. 122). Najprawdopodobniej prawdziwą przyczynę śmierci Hersza Blanka wyjaśnił być może nieświadomie Tomasz Blatt na spotkaniu w ośrodku „Brma Grodzka-Teatr NN”- Hersz Blank nie mogl być w UB gdyż był ortodoksyjnym Żydem, nosil pejsy”.

            Istotnym kontekstem przemilczeń i niektórych przeświadczeń T. Blatta była sytuacja w dowództwie AK obw. w Krasnymstawie (gdzie żołnierzem BCh-AK był poźniejszay Wielki Kanclerz KUL abp Pylak TW „Teolog”), które po scaleniu z silniejszym w tym rejonie BCH wystąpiło w 1944r z pisemnym bardzo dysonansowym w historii AK wypowiedzeniem podległości wyższym dowództwom AK w Lublinie, Warszawie i rządowi w Londynie z jednoczesną deklaracją lojalności wobec ZSRR, Armii Czerw. i "Sojuszniczej Armii Polskiej" (Berlinga) a po wkroczeniu Armii Czerwonej do Krasnegostawu w przededniach powstania warszawskiego wydało posiadane archiwa AK i broń na ręce Romkowskiego jako jej pełnomocnika. Sprawy takie w następnych a szczególnie ostatnich latach "transformacji" należą do tematów tabu typu lukratywnego dla selekcji pasożytniczych lubelskich elit nie tylko kombatanckich i politycznych (Zofia Leszczyńska w latach 90tych zebrała dokumenty i relacje od  żyjących świadków uczestników tych wydarzeń  lecz opracowania nie opublikowała ani nie zgłosiła do indeksu prac naukowych. Pokazała mi tą pracę gdy razem z nią byłem wiceprezesem Związku Rodzin Pomordowanych Żołnierzy AK w Lublinie.

            T. Blatt jako członek diaspory kierującej nie tylko UB, Informacją WP lub aparatem politycznym w którym był oficerem na pewno słyszał o tym, że ocalałym Żydom powierzono dowodzenie jeńcami niemieckimi zatrudnionymi przy sprzątaniu trupów po wkroczeniu do Lublina radzieckiego frontu w dniu 22-23.07.1944r . Trupów tych z powodu bałaganu, strategii "przetrwania" podobnej do strategii uciekających z Sobiboru i propagandowej dezinformacji w niemieckiej  oraz jakby idiotycznie zbrodniczemu scenariuszowi oddawania Lublina i Majdanka sowietom opracowanemu przez hitlerowców już w 1943r jako „zarządzenie obrony Nr 1427” a także priorytetowi zatrzymywania frontu na Wiśle i maskowania swych przewag przez wojska sowieckie http://telewidz.neon24.pl/post/69102,ludobojcze-zatrzymanie-frontu-na-wisle-w-1944r-i-akcja-burza-w-lubliniebyło na ulicach miasta kilkaset a kierowniczy udział Żydów w pracach porządkowych miał wówczas znaczenie prestiżowe i "moralne" niemal religijnie.

            Jeszcze prawdopodobniejsza była znajomość lub udział T. Blatta w przebiegu śledztwa, egzekucji  w dn 12.04.1945r i pogrzebaniu zwłok "grupy Jemioły", do której należeli zabójcy Hersza Blanka i jakoby L. Feldhendlera. Prawdopodobnie po egzekucji zostali pogrzebani pod alejką cmentarną za kościołem na cmentarzu "przy Unickiej" ( w latach 70tych w akcji "porządkowania" licznych  mogił więźniów Zamku z lat okupacji i "różnych miejsc grzebania" do roku 1954 w celu odzyskania terenu cmentarza na nowe pogrzeby w okresie biskupich rządów byłego członka AK-BCH z Krasnegostawu B. Pylaka TW „Teolog” zostali bezimiennie wyekshumowani i dołożeni  do katakumb przed kaplicą na wojskowej kwaterze cmentarza gdzie formalnie ekshumowano wówczas 1237 więźniów z okresu okupacji, których nazwiska umieszczono na tablicach pod obeliskami z napisem "Tym, którzy walką i męczeństwem służyli Ojczyźnie 1939-1944" oraz pod napisami na katakumbach „Tu leżą ofiary hitlerowskiego faszyzmu-więźniowie Zamku Lubelskiego”).

            Jeśli nie uczestniczył lub nie znał spraw skazywania zabójców Hersza i grzebania ich zwłok jak można przypuszczać mających charakter nieco religijnie prestiżowy ("oko za oko") to prawie z pewnością uczestniczył w pogrzebie Hersza Blanka gdyż pogrzeby należą do bardziej istotnych spraw żydowskiej wiary i prawdopodobnie uczestniczył w redakcji epitafium.

            Co wyjaśniono z usprawiedliwiającą obojętnością doświadczenia.

           T. Blatt wszystkich nawet swych niedoszłych morderców jakby eksperymentalnie usprawiedliwia, bo chce zrozumieć nie tylko capo i współwięźniów z gett i Sobiboru , rolnika Bojarskiego, który po dłuższym ukrywaniu po powstaniu i ucieczce z Sobiboru usiłował go zamordować może nie tylko by zagrabić resztę kosztowności zabranych z Sobiboru. Doświadczalnie usprawiedliwia nawet SSmanów i samego komendanta z  Sobiboru odpowiedzialnego osobiście za śmierć ponad 200tysięcy niemal wyłącznie Żydów, który zwierzył mu się po wojnie, że miał sympatię Żydówkę, która przed wojną wyemigrowała do Ameryki.

Niemal zupełnie nie rozpatruje motywacji Ukraińców. W gettach w Izbicy i w Stryju (z opłaconym przez rodziców przewodnikiem T. Blatt wyjechał z Izbicy "na Węgry" gdzie w tym czasie Żydzi nie byli  prześladowani) Ukraińcy nawet dla zabawy mordowali lub kaleczyli Żydów a w pilnowanych komandach obsługi obozu śmierci w Sobiborze, mimo to narażając się także sami na śmierć handlowali z nimi wódką i żywnością za kradzione kosztowności po zagazowanych. Motywacje i zachowania Polaków T. Blatt opisuje pewnie niemal jak swoje chociaż po powstaniu w obozie czuje się bardziej zdecydowanie Żydem.

            Na promocji książki we Włodawie z ambasadorem Weissem w dn 23.01.2002 podobnie jak  przedstawiciele Jad Wa Szem w październiku 2002r na naukowej konferencji na temat Akcji Reinhardt w Lublinie autor niemal bulwersował się trudnościami zrozumienia nadmiaru podobieństw między zbrodniarzami hitlerowskim a normalnymi ludźmi a nawet ofiarami i sobą, co wydaje się wynikać z askenazyjskiej specyficzności talmudycznego  poczucia wartości własnej i jego znaczenia dla zasad i motywacji zachowania.

            Niemal jak dysonans poznawczy  Blatt wspomina o zdolnościach Polaków współżyjących niegdyś z Żydami do jakby instynktownego rozpoznawania Żydów. Wśród Polaków dosyć popularne było mniemanie o takich zdolnościach wzajemnego poznawania u Żydów.

            T. Blatt stara się nie przemilczać zdarzeń nawet drastycznie symptomatycznych dla zrozumienia zachowań różnych Żydów i Polaków . W pojęciu chrześcijańskim (lub "polskim") nie tylko doświadczalnie usprawiedliwia nikczemne i podłe zachowania oraz zbrodnie jednych więźniów żydowskich na innych, zdradę i kolaborację aż do śmierci i lekceważenie cudzego życia w krytycznych lub mniej usprawiedliwiających warunkach.

Opisuje niepokój i strach spowodowany brakiem transportów do zagazowania i przyjazdem do Sobiboru transportu z sonderkomandem ze zlikwidowanego obozu śmierci w Bełżcu, który zakończył sie buntem i wymordowaniem przywiezionych z Bełżca na przystanku w Sobiborze. Wówczas Feldhendler zdecydował się zaryzykować wciągniecie do konspiracji byłego sowieckiego oficera wywiadu Saszy Peczerskiego, który zaplanował i dowodził powstaniem w Sobiborze

Zachwyt dla wciągniętego do konspiracji przez Feldhendlera wojskowego przywódcy i organizatora powstania w Sobiborze por sowieckiego wywiadu wojskowego Saszy Peczerskiego nie przeszkadza autorowi w opisie podstępnego pozbawienia polskich Żydów broni i pieniędzy i pozostawienia ich w lesie po ucieczce z Sobiboru przez tego Peczerskiego, który na czele grupki uzbrojonych Żydów radzieckich udał się za Bug "do swojej Ojczyzny" jako radziecki patriota.  Dla Blatta jest on bohaterem nie tylko jako wybawca ale jako "wspaniały człowiek" i wzór na nowej drodze życia.

            T. Blatt wielokrotnie zawdzięczał życie nie tylko ludziom dobrej woli, częściej kierowanym chęciami zysku lub strachem ale także folksdojczom, kapom a nawet Ssmanowi, który być może w wyniku popędu właściwego "mniejszości seksualnej" wybrał go do pracy w obozie śmierci spomiędzy tłumu chętnych fachowców na drodze do komór gazowych (według odnośnej literatury np. pamiętników Rudolfa Hossa zasłużonego w Dahau komendanta Oświęcimia ukryta diaspora mniejszości seksualnych w hitlerowskim kierownictwie politycznym była nie mniej znaczna co diaspora kryptoaskenazyjska). Jednak tylko NKWDzistę Peczerskiego nazywa "przyjacielem, bratem ojcem - trudno nazwać osobę, która daje nam nowe życie". W zamieszczonym w książce powojennym wywiadzie,  na pytanie " dla czego zabrałeś ze sobą wszystkich uzbrojonych mężczyzn zostawiając nas z jednym tylko karabinem, który jeden z twoich ludzi próbował nawet odebrać Szlomie siłą,.." Peczerski daje właściwie jedną rzeczową odpowiedź - "...To ciągle była walka o przetrwanie....".          Blatt opisuje w swej książce jak po podstępnym odejściu Peczerskiego z uzbrojoną grupą  opuszczeni w lesie i bezbronni polscy Żydzi naśladowali jego strategię  "walki o przetrwanie". Silniejsi i zasobniejsi w przezornie zabraną biżuterię po zagazowanych starali się opuścić słabszych i chorych a ci rozpaczliwie pilnowali silniejszych i nawet nocami organizowali pościgi za odchodzącymi. W rozdziale "Pościg" na 212 str. polskiego wydania  T. Blatt podaje liczbę uciekinierów po powstaniu jako 320 w tym złapanych i straconych 170.

Można przypuszczać, że Peczerski stał się mistrzem  "walki o przetrwanie" jako istoty życia także normalnego społecznego, politycznego i religijnego, której historie w gettach i obozie śmierci były w istocie tylko szczególnymi wyekstrapolowanymi przypadkami i przykładami. Trudno się dziwić entuzjazmowi Blatta dla Peczerskiego. W gettach a jeszcze bardziej w obozie śmierci walka o przetrwanie była w dużym stopniu konkurencją o charakterze zbrodniczego pasożytnictwa i często otwartego wykorzystywania rytuałów, reguł i praw sprzecznie z ich formalnym przeznaczeniem lub poza zakresem ich sensownego stosowania. Np. kara chłosty mogła być formą kary śmierci, śmierć groziła za cokolwiek lub z przypadkowych powodów zarówno ze strony Ukraińców, Ssmanów jak też żydowskich capo lub nawet współwięźniów broniących się nawet fałszywymi donosami. O systemowości tego świata świadczyły w tej sytuacji dodatkowo karne komanda (jakby karne do kwadratu). Mimo to więźniowie ”kradli” kosztowności zbierane po zagazowanych, by handlować nimi z ukraińskimi wartownikami, instrumenty muzyczne, by na nich grać a capo, który zyskał swe stanowisko za donos na przygotowujących zbiorową ucieczkę, wspólnie z T. Blattem narażał swe życie by na strychu obozowego zabudowania posłuchać śpiewu ptaków i popatrzyć na okoliczne pola.

            Peczerski to Żyd z pokolenia stalinowskich czystek  askenazyjsko radzieckiej ideologiczno naukowej i kulturalno folklorystycznej nadbudowy bardziej rozwiniętego, przystosowawczego i światowego systemu nauki zbrodni niż system hitlerowski, w którym  Blat mógł widzieć swe miejsce tylko w gettach a w wyniku zmian sytuacji w krematorium (o nadziejach Sterna na rezerwat Żydow  w Palestynie po jej zdobyciu w braterstwie broni  przez gen Rommla nie mógł wiedzieć).

            Trzecim światem dla Blatta był świat ubogiej polskiej kobiety, która uciekinierom z Sobiboru dała chleb i mleko oraz informacje o ich sytuacji a odmowę przyjęcia pierścionka jako zapłaty wyjaśniła "Jezus powiedział: "Głodnych nakarmić a spragnionych napoić" i dla tego to robię". Do tego świata w mniejszym lub większym stopniu należeli znajomi Blatta konspirujący w AK i BCH ale także formalnie wielu innych pomagających mu z dobrej woli lub za pieniądze oraz wielu konfidentów a także chlop Bojarski który próbował go zamordować i jego znajomi.

            Jako pełne grozy opisuje Blatt spotkanie z oddziałem AK, którego dowódcą był jego kolega szkolny Co prawda dał mu żywność lecz po konsultacji z wyższym dowódcą poinformował (prawdopodobnie nie proszony) "Przykro mi Toivi, ale nie mogę cię przyjąć do mojego oddziału.....Tutaj w AK mamy zasadę, że nie przyjmujemy Żydów". Poradził mu by przyłączył się do sowieckich partyzantów. Blatt w tym czasie miał chore nogi i bał się  " że gdyby poznali prawdę (o próbie zamordowania go przez Bojarskiego) to zastrzeliliby mnie, aby pomóc Bojarskiemu, ja tylko byłem Żydem, a on "prawdziwym" Polakiem, który tak jak oni był katolikiem.". (Blatt napisał, że dobrze znał Ewangelie).

            Właściwie w ostatnich dniach okupacji mimo braku Niemców ostatni z ukrywających go gospodarzy zlecając Blattowi zadanie kurierskie do miejscowego przywódcy BCH sam poradził "Uważaj nikomu nie mów kim jesteś". "Następnego dnia była niedziela i rodzina chłopa uparła się, że mam iść do kościoła." "Naśladowałem każdy ruch chrześcijańskich sąsiadów, ale udało mi się uniknąć klękania przed krzyżem. Cały czas miałem na głowie czapkę (odkryta głowa to dla Żyda grzech). Poczułem niemal ulgę gdy chłop szybkim ruchem ręki strącił mi nakrycie głowy. Teraz "mój" Bóg wybaczy mi,." Dla obserwujących go uczestników tej mszy Blatt stał się "Żydem" niezależnie od swego pochodzenia.

            Uważając się (być może słusznie) za śledzonego przez wspólników Bojarskiego ucieka do wyzwolonego już Lublina gdzie trafia do przyjaznych mu kręgów diaspory rządzącej w lepszym systemie walki o byt, którego zwiastunem był Peczerski.

            Mimo tych uwag i swych uogólnionych sądów o AK T. Blatt jest znacznie bardziej obiektywnym pisarzem i historykiem niż np. Jan "Karski" wielbiciel "znanego więźnia Oświęcimia " Józefa Cyrankiewicza i innych „wspaniałych ludzi w aparacie PRL”, który (Cyrankiewicz) razem z innymi bardzo znanymi więźniami Szymonem Wiesenthalem i K. Rusinkiem wyzwolony został z Mauthausen dokąd przeniesiony został podobnie jak Rusinek ze Stuthoffu po likwidacji przez Niemców organizacji więźniarskich. Cyrankiewicz napisał w 1948r list do sądu wojskowego nad prawdziwym organizatorem i przywódcą ruchu oporu w Oświęcimiu domagając się najwyższego wymiaru kary (śmierci). "Karski" za swoje historiozoficzne kabotyństwo wykreowany został przez żydowskich historyków na "odkupiciela naszych grzechów" i wykładowcę m. inn. antypolonizmu dla amerykańskich elit.

            Książka T. Blatta "Z popiołów Sobiboru- historia przetrwania" bardziej niż inne pozwala na oceny odległości między dobrem i złem oraz szlachetnością a nikczemnością w opisywanych warunkach i zdarzeniach.

            Tego po wieludziesięciu latach pasożytniczego systemowego zniewalania społeczeństwa bardzo brak naszym elitom nie tylko historykom, publicystom, politykom ale nawet ojcom duchowym szczególnie tym, którzy solidaryzują się z takimi beneficjentami holocaustu, którzy efekty ludobójstwa hitlerowskiego i stalinowskiego wykorzystują nie tylko do uzasadniania ludobójstwa na Palestyńczykach ale do moderowania historii w ogóle.

            O tym jak ważną rolę w pasożytniczym zniewalaniu społeczeństwa ostatnio przez dyktaturę fałszywych autorytetow pełnią historycy  świadczy nie tylko sprawowanie najwyższych władz przez wstydliwych historyków (Tusk i lewy hrabia bul patronujący ograniczaniu historii w edukacji jak SLDowska matematyczka Łybacka ograniczała matematykę na maturach), potęga autorytetu Zofii Leszczyńskiej jako historyka i działacza kombatanckiego ale także skuteczność prowadzącego spotkanie z Tomaszem Blattem w „Bramie Grodzkiej” byłego dyrektora Muzeum Na Majdanku Kuwałka, który na pytanie do Tomasza Blatta czy i kiedy wystąpi o rehabilitacje zabójców Hersza Blanka (zostali tylko amnestionowani ale nie „rehabilitowani” jak inni „żołnierze wyklęci”), bo przecież wie, że nie byli antysemitami lecz była to prowokacja bermanowskich sjonistów , chwycil T. Blatta za plecy (starego schorowanego) i ustawiwszy w innym kierunku małej sali wezwał publiczność do zadania następnego pytania.

KOMENTARZE

  • Całość na artykuł i do wysłania sowieckiemu ambasadorowi na jego oburzenie.
    Dedykuję gdańskiej prokuraturze i Jolancie Janikowskiej-Matusiak z Prokuratury Rejonowej Gdańsk - Wrzeszcz. Oto wyzwoliciele gwałciciele, których bronicie. Student prawdę przedstawił dowód poniżej - Pod koniec II wojny światowej około dwa miliony kobiet padło ofiarą radzieckich żołnierzy.

    Zbrodnie krasnoarmierców

    Zbrodnie Armii Sowieckiej na ziemiach polskich, jak też zbrodnie nacjonalistów ukraińskich, formacji mundurowych UPA oraz cywilnej ukraińskiej ludności wiejskiej na Polakach z kresów wschodnich i Małopolski dopiero ostatnimi laty zaczynają wychodzić na jaw dzięki ogromnej pracy Instytutu Pamięci Narodowej. Jednak jeszcze bardzo daleko do pełnego obrazu tej części historii II Wojny Światowej. Bardzo dużo materiałów nie zostało jeszcze odkrytych, wiele zostało zniszczonych przez służby PRL jako wstydliwe a duża część tych tragicznych wydarzeń nie została spisana i pozostała wyłącznie w pamięci nielicznych już świadków. Ludzie ci boją się wspominać te czasy. Te traumatyczne przeżycia zostawiły u nich tak trwały ślad na ich psychice że wielu z nich wymazało to z pamięci.

    Zdjęć które dokumentują te zbrodnie jest w internecie niewiele, a jeśli są to publikowane przez stronę niemiecką i przedstawiającą głównie ofiary ludności cywilnej niemieckiej. Niemniej los tak samo dotykał również ludność polską, przede wszystkim kobiety. Krasnoarmiejcy nie rozróżniali żadnych narodowości i pastwili się na wszystkich kobietach, bez względu na wiek i stan zdrowia, od niemowląt do wiekowych staruszek, również tych tzw. wyzwolonych z obozów koncentracyjnych. Według relacji tych którzy przeżyli, najgorsi byli “bojcy” pochodzący z republik azjatyckich. Jeśli chodzi o ten aspekt zbrodni na kobietach to sowieci byli zdecydowanie bardziej okrutni niż wojska niemieckie i robili to również po wojnie wszędzie tam gdzie stacjonowali nie licząc się z niczym.
    Symbolem tych okrucieństw stało się (wg. Niemców) Nemmersdorf w Prusach Wschodnich, ale działo się tak w wielu krajach na całym obszarze działań Armii Czerwonej, a ziemie polskie szczególnie nasiąkły krwią.

    http://www.gralakhen.republika.pl/zbrodnie-sowietow/nemm4.jpg

    http://www.gralakhen.republika.pl/zbrodnie-sowietow/nemm2.jpg

    http://www.gralakhen.republika.pl/zbrodnie-sowietow/nemm1.jpg

    http://www.gralakhen.republika.pl/zbrodnie-sowietow/ofiara-gwaltu-sowiet.jpg
    Zwłoki zgwałconej i zmasakrowanej kobiety porzucone na drodze ^
    http://www.gralakhen.republika.pl/zbrodnie-sowietow/nemm3.jpg http://www.gralakhen.republika.pl/zbrodnie-sowietow/ax3.jpg Prawdopodobnie polska dziwczynka zgwałcona przez sowieckich sołdatów.

    Nasuwa mi się taka myśl. Czy Niemcy byli aż tak głupi że nie brali pod uwagę tego że za zbrodnie dokonywane na Polakach, Rosjanach, Żydach, Cyganach i innych narodach spotka ich odwet i kara? Chyba jednak wtedy byli głupi wierząc swojemu firherowi iż będą rządzić światem.

    21 stycznia 1945 r. Kozuby.
    Na szosie od Namysłowa zbliżyła się kolumna samochodów. Kiedy wjechała do wioski, wysypali się z pojazdów czerwonoarmiści, rozbiegając się po całej wsi. Po oliwili płonęło kilka gospodarstw i słychać było strzały. Z domów wyprowadzono wszystkich mężczyzn i spędzono do jednej obory. Tam zabito wszystkich. Było ich na jednej kupie, jak mówi pani H. R., 28 osób. Pokój. “Połowa mieszkańców uciekła przed Rusami. Ludzie pochowali się po piwnicach, a miejscowość była jak wymarła.” Ci, co pozostali, pocieszali się, że może nie będzie tak źle, jak opowiadali uchodźcy z innych wiosek, którzy przeszli tędy. Kolo 17 godziny rozległ się hałas wjeżdżających do Pokoju czołgów. Potem nastało piekło. „Ruscy” szaleli przez całą noc. Z miejsca zabijali wszystkich mężczyzn, bez względu na wiek, plądrowali, gwałcili kobiety, przeważnie zbiorowo, nawet staruszki i młodziutkie dziewczynki, prawie dzieci, a potem zabijali z okrucieństwem i nawet rzucali do studzien. W szpitalu zabijali chorych leżących w łóżkach. Mieszkańcy domu starców, w tym kalekie dzieci i siostry zakonne, ginęli w płomieniach podpalonego domu. Na koniec podpalili wszystko. Nazajutrz po tej nocy Pokój był jedną dymiącą ruiną. Ksiądz proboszcz sporządził spis nazwisk tych, którzy wówczas zginęli. Figuruje na niej 118 nazwisk, to jest piąta część tych, co nie uciekli przed Rusami. Kup. Zbiorowa mogiła na cmentarzu kryje zwłoki sześćdziesięciu tego dnia zamordowanych. „Leśniczego Schópsa wykastrowali, jego żonie rozpruli brzuch, a dziesięcioletniego syna zastrzelili.” Brynica. Przemarsz wojsk rosyjskich trwał cały dzień. Przez cały ten czas trwało polowanie na kobiety. Bez przerwy zewsząd dochodziły przerażające okrzyki i lament gwałconych kobiet. Wyjątkowo okrutnie obeszli się z siostrami zakonnymi. Tych, co próbowali stanąć w obronie kobiet, zastrzelono. W tym proboszcza Norberta Janotę, Jana Komorę, rolnika Franciszka Poliwodę, kupca Andrzeja Niestroja i leśniczego Radisza. 22 stycznia 1945 r. Dobrzeli Wielki. Na cmentarzu przy drewnianym kościele św. Rocha w jednej kwaterze naliczyłem pięćdziesiąt mogił z datą dni „wyzwolenia”. Zapytane kobiety nie chcą mówić. Na nasze pytanie: co to za groby, odpowiadają; „groby jak inne, my tam nic nie wiemy”. Kiedy zaczynam fotografować, przybiega z krzykiem mężczyzna i próbuje mi przeszkodzić. Okazuje się, że to kościelny. Ostatnio zdarzają się kradzieże nagrobków, więc miał podejrzenie, że my sobie wybieramy odpowiednie obiekty do kradzieży. Po wylegitymowaniu nas zaczyna mówić. „Najprzód zgwałcili ta kobieta, co tukcj leży. Mioła bez oziemdziesiąt lot. Polem wkopali jej tam butelka od wódki. Inkszych też tak pobili.” Również emerytowana nauczycielka, która tu przybyła jako repatriantka zza Buga, opowiada nam o tragedii „tutejszych”, zaznaczając: „a było wśród nich tylu Polaków śląskich”. Masów. Rosjanie przyszli wieczorem od strony Łubnian. Naprzeciw nim szedł ksiądz i jeszcze dwóch chłopów i prosili oficera rosyjskiego o nie wyrządzanie krzywdy mieszkańcom tej spokojnej wsi i zawiadomili go, że w wiosce nie ma Niemców. Tego dnia nic się nie stało. Następnej nocy od strony ulicy Lipowej dochodziły strzały i okrutne krzyki. Potem zapalał się jeden dom za drugim. Mieszkańców tej ulicy więcej nikt nie widział. Ich spalone ciała zostały w ruinach. Biadacz. „Byłyśmy w kuchni u mojej mamy. Na rękach trzymałam w beciku mojego synka, co miał dwa miesiące. Wlazł młody Rusek. Miał może osiemnaście lat. Spytał, czy to „małczyk”. Mówiłam, tak. To on wyrwał mi dziecko i mówił, że nie będzie germańskim soldatcm. Prosiłyśmy go razem z moimi małymi dziolchami, by mu nic nie zrobić. A on wyrzucił go na gnój i nie pozwolił go zabrać. A mróz był ze dwadzieścia pięć stopni. Zmarł.” „Od domu do domu chodził taki mordkomando ruskich i zabijali mężczyzn i kilka kobiet. Jedna miała dopiero dwadzieścia lat, a była bardzo piękna.” „Był taki oddział niemiecki do obrony, ale namawiali ich mieszkańcy wsi, co by się oddali do niewoli, co by naszą wieś nie zniszczyli. A ci posłuchali. My ich ukryli we stodole za wsią, a oni się potem oddali do niewoli. Rusy wszystkich zastrzelili. My postawiliśmy im potem piękny pomnik i tam co rok mszę na to mamy.” 23 stycznia 1945 r. Czarnowąsy. „U Langera zamordowali 26 osób. Zaprowadzili ich do szopy i zastrzelili. Była w tym kobieta w ciąży i ośmioro jej dzieci. Nazywała się Giza.” W domku na skraju wsi mieszka pani Antonina F., która opowiada. „W naszym domu zebrało się 13 osób. Myśleliśmy, że w kupie będzie bezpiecznie. Rusy przyszli i kazali nam wychodzić na dwór. Potem strzelali i zabili wszystkich. Była tam moja matka i dwie siostry. Tylko ja zostałam. Trafili mnie w nogę i upadlam. Miałam szesnaście lat. Na naszej ulicy zastrzelili jeszcze 15 osób. Jak to się stało na naszym podwórku, to za płotem ukryła się jedna dziewczynka od sąsiadów, którzy razem z moimi zginęli. Ona była jeszcze młodsza ode mnie, miała czternaście lat. Teraz mieszka w chałupie koło nas.” Poszedłem do niej, jednak ona nie chciała nic powiedzieć: „nic nie pamiętam, bo byłam mała”, była jej odpowiedź. Na cmentarzu parafialnym koło kościółka św. Anny panuje wzorowy porządek. Groby są ponumerowane metalowymi tabliczkami. W kwaterze z „dni wyzwolenia” naliczyłem siedemdziesiąt mogił. Większość nagrobków nosi datę 23.01.1945. W niektórych grobach spoczywają całe rodziny. Na jednym nagrobku czytam: Marta Marcel, Teresa 12, Joanna 10, Barbara 9, Margarete 6, Piotr 1,5 lat. W innym miejscu znajdują się zbiorowe mogiły zamordowanych uciekinierów, których tu dopadła Czerwona Armia. Nikt ich nie znał. Spoczywają bezimiennie i zapomniani. Zakrzów. „Dnia 23 stycznia o godz. 9.00 kompania czołgów z desantem fizylierów wzięła udział w opanowaniu północnej dzielnicy prawobrzeżnego Opola – Zakrzowa. Do walki wprowadzono również pododdział 463 pułku piechoty, umiejętnie kierowanego przez 24-letniego mjr. Anatolija Łopatkina”. Został on później za „wyzwalanie Opola” odznaczony tytułem Bohatera Związku Radzieckiego. To właśnie te czołgi z desantami i żołnierzami Bohatera zapisały swoją kartę w kronice starego cmentarza zakrzowskiego. Nikt nie mógł mi powiedzieć, ile tych ofiar było, a cmentarz jest bardzo zaniedbany. Jest tam kilka szeregów mogił, a wśród nich na kilku krzyżach drewnianych odcyfrowałem już słabo czytelną datę 23.01.1945. To raptem trzy dni spośród stu z epopei „wyzwolenia Śląska Opolskiego” – przez wiele lat opiewanej przez PRL-owskich polityków, wychowawców młodzieży, literatów i naukowców. To zaledwie skrótowe wspomnienia z dziewięciu miejscowości jednego powiatu, a „wyzwalanych” powiatów w rejencji opolskiej było osiemnaście, a miejscowości około tysiąca. Jest to mój drugi artykuł na ten temat. Pierwszy został odrzucony w 1989 roku przez redakcję „Trybuny Opolskiej” z uzasadnieniem, że szkaluje… itd. Wydrukowały go w styczniu 1990 „Nowiny Opolskie”, w dzień przed uroczystością wyzwolenia Opola, która, jak się okazało, była ostatnią tego rodzaju imprezą. Z tej okazji odbyła się na ratuszu opolskim uroczystość wpisania zasłużonych obywateli do księgi honorowej miasta i wręczenia tym obywatelom odznaki honorowej Opola. Artykuł swój zakończyłem zdaniem do nich zaadresowanym, żeby pomyśleli o tym, że dzień ten, to Zaduszki CAŁEGO LUDU tutejszego. Otrzymali go trzej Ślązacy, którzy w tym dniu mieli dostąpić wspomnianego honoru. Żadna z tych Osób nie stawiła się na uroczystość dekoracji.
    za http://www.silesiasuperior.com/03/FryderykKremser_TobylawojnaChronik.htm

    Wyzwoliciele gwałciciele
    Pod koniec II wojny światowej dwa miliony kobiet padło ofiarą radzieckich żołnierzy. Co sprawiło, że po zwycięskim marszu przez pół Europy zamienili się w bestie?
    RICHARD MORRISON 9.05.2002
    W małym domku z tarasem przy zacisznej Fulham Street, w gabinecie zastawionym po sufit książkami, siedzi pogrążony w pracy człowiek. Antony Beevor, były oficer, wydał niedawno książkę “Berlin: The Downfall 1945″ (Berlin: Upadek w 1945) – swoistą kronikę zwycięskiego pochodu Armii Czerwonej przez wschodnie Niemcy w pierwszej połowie 1945 roku.
    Stalin, opętany obsesją dotarcia do Berlina przed Brytyjczykami i Amerykanami, rzucił do akcji 2,5 mln żołnierzy, 41 tys. dział, 7 tys. samolotów i 6250 czołgów. Czoła stawiała im zdziesiątkowana i wygłodzona armia niemiecka, która zdecydowana była bronić stolicy do upadłego. Straty w szeregach obu armii były olbrzymie. Ale rzeczą, która najbardziej zaszokuje czytelnika, nie jest metodyczny opis wojennej jatki zakończonej zdobyciem Berlina, lecz całkiem inny aspekt “heroicznej” ofensywy Armii Czerwonej przez ziemie niemieckie: okrutne, masowe gwałty dokonane przez radzieckich żołnierzy na dwóch milionach kobiet.
    Teza o masowych gwałtach na ziemiach niemieckich nie jest nowa. Nikt jednak nie zgromadził do tej pory tak przytłaczającej ilości materiałów i nie zaprezentował ich z równą wyrazistością. Nic dziwnego, że w samej Rosji, gdzie publiczna krytyka Armii Czerwonej i jej zasług w wojnie, nazywanej tam “Wielką Wojną Ojczyźnianą”, jest po dziś dzień tematem tabu, na książkę zareagowano z prawdziwą furią. Wkrótce zaś po jej opublikowaniu rosyjski ambasador w Wielkiej Brytanii Grigorij Karasin, nazwał pracę Beevora zbiorem “kłamstw i bezpodstawnych insynuacji”. Armia Czerwona nie była naturalnie ani pierwszym, ani ostatnim wojskiem, dla którego gwałt był dozwoloną częścią operacji wojennych lub narzędziem rasowego upokorzenia wroga. Taktyka ta była stosowana przez starożytnych Rzymian, a całkiem niedawno również przez wojska w Bośni i Ruandzie. Z ust wielu Rosjan można poza tym usłyszeć, że czegokolwiek dopuściła się Armia Czerwona w Niemczech, jest tylko usprawiedliwionym odwetem za wcześniejsze barbarzyńskie traktowanie Rosjan i ludności słowiańskiej na okupowanych przez Niemców terenach.
    Kobiety – dozwolony łup
    Jednak nawet rosyjski czytelnik książki Beevora poczuje zakłopotanie, gdy dotrze do fragmentów opowiadających o tym, że Armia Czerwona gwałciła nie tylko Niemki, lecz również Polki, Ukrainki, a nawet własne rodaczki w wyzwalanych obozach koncentracyjnych. – Największym szokiem jest to – mówi Beevor – że kobiety w niemieckiej niewoli, które modliły się o nadejście Armii Czerwonej i których bracia lub ojcowie często w niej walczyli, padały ofiarą gwałtów ze strony “wyzwolicieli”. Czyni to absurdalnym argument, że gwałty popełniane przez armię radziecką były poszukiwaniem odwetu za nazistowskie okrucieństwa w Rosji.
    Dlaczego rosyjscy żołnierze zachowywali się tak okrutnie w stosunku do kobiet, które same padły ofiarą nazistów? Beevor przypuszcza, że propaganda w armii radzieckiej przedstawiała kobiety wzięte do niewoli jako zaledwie nieco lepsze od kolaborantów. – Szeroko rozpowszechnione było mniemanie, iż kobiety, które pozwoliły się wziąć do niewoli, sprzedały się wrogowi i były w związku z tym “dozwolonym łupem”.
    Brutalność rodzi brutalność.
    Kwestia, czy gwałcone kobiety były Rosjankami, Ukrainkami, Polkami, Żydówkami czy też Niemkami z partii nazistowskiej, schodzi przy tym na dalszy plan wobec ważniejszego, jeszcze bardziej ponurego pytania: dlaczego tak wielu zwykłych rosyjskich żołnierzy, przebrnąwszy przez pół Europy z hasłem wolności na ustach, zamieniło się – gdy ostateczne zwycięstwo było już w zasięgu ręki – w okrutne hordy gwałcicieli? Beevor przedstawia pewną liczbę hipotetycznych i z pewnością cząstkowych wyjaśnień. Najbardziej wiarygodne wydaje się zawierać w maksymie “brutalność rodzi brutalność”. Żołnierze Armii Czerwonej byli upokarzani i traktowani bezwzględnie przez własnych dowódców. Tysiące zostało rozstrzelanych za domniemane tchórzostwo. Miliony okaleczonych w bitwach wysłano do gułagów, by widok pozbawionych ręki lub nogi weteranów nie obniżał morale ludności w kraju, a życie kolejnych milionów poświęcono stosując bezwzględną taktykę traktowania żołnierzy jak mięsa armatniego. A gdy wyżsi rangą oficerowie w ogóle wypowiadali się na temat strat w ludziach, czynili to posługując się okrutnymi eufemizmami w rodzaju “Ile spalono dziś zapałek?”
    - Brytyjska, francuska ani amerykańska armia nie wytrzymałyby tego, przez co musiała przejść armia radziecka – mówi Beevor. Wskazuje jednocześnie na brak dyscypliny, pogarszany dodatkowo przez dotkliwe straty wśród młodszych oficerów. – Armia radziecka nie miała niczego w rodzaju brytyjskiej rozbudowanej kadry podoficerskiej, służącej do utrzymania porządku – zauważa.
    Do rozluźnienia w szeregach radzieckich przyczyniali się w świadomy sposób również Niemcy, pozostawiając na opuszczanych terenach spore ilości alkoholu, w przekonaniu, że gorzałka osłabi u Rosjan wolę walki. W rzeczywistości jednak zaostrzała ona tylko apetyt seksualny wyposzczonych żołnierzy. Żywe trupy – Poza tym należy pamiętać – zauważa Beevor – że większość żołnierzy, żyjących bez przerwy w warunkach ekstremalnych, dochodziła w pewnym momencie do wniosku, że jedynym sposobem przebrnięcia przez koszmar wojenny bez postradania zmysłów jest zacząć traktować siebie jak “żywe trupy”. Nawet posuwając się do gwałtów, nie mieli i tak nic do stracenia, cóż bowiem może stracić gwałciciel, który pogodził się już z własną śmiercią? Poza tym ryzyko, że zostaną ukarani, było niewielkie. Czy oznacza to, że każdy mężczyzna może stać się w podobnych warunkach gwałcicielem? – W sytuacji kompletnego rozkładu dyscypliny i nadarzających się bez przerwy okazji, przy odpowiedniej ilości alkoholu – tak, każdy mężczyzna może posunąć się do gwałtu – mówi Beevor. – Nie zgadzam się do końca z feministkami, które twierdzą, że każdy akt przemocy wynika z pobudzonego instynktu agresji. Dotyczy to brutalnych gwałtów, których dopuszczono się w Prusach Wschodnich. W Berlinie nie były one jednak przejawem zemsty za upokorzenia, jakich Rosjanie doznali od Niemców we własnym kraju. Należy na nie raczej patrzeć jak na rodzaj “seksualnego oportunizmu” i “korzystania z okazji”.
    Nieco później można było zaobserwować inne zjawisko: niemieckie kobiety oddawały się rosyjskim żołnierzom za żywność. A jeszcze później pojawiły się Niemki, które dobrowolnie zamieszkiwały z Rosjanami, stając się “frontowymi żonami”, co – gdy wychodziło na jaw – szczególnie rozsierdzało czekające w domu Rosjanki. To interesujące, jak rozwijał się ten model.
    Może i interesujące, nie wypływa stąd jednak żadne usprawiedliwienie dla gwałtów czerwonoarmistów na milionach kobiet. – Oczywiście, że nie – zgadza się Beevor. – Nie uwalnia to Rosjan od oskarżeń. Pokazuje jednak równocześnie, że historia rzadko bywa czarno-biała. Należy przy tym podkreślić, że wiele oddziałów radzieckich, szczególnie żołnierze frontowi, traktowało niemiecką ludność cywilną całkiem godziwie. Dlatego właśnie nie szafuję pojęciem winy zbiorowej i nie mam skłonności do obciążania całych narodów lub armii odpowiedzialnością za okrutne zbrodnie popełniane przez jednostki lub grupy.
    Wszystko wolno. Lecz czy – jako były żołnierz – Beevor nie ma poczucia, że ta odrażająca kronika zbrodni seksualnych, które skatalogował w swojej książce, podważa rację istnienia takich pojęć jak żołnierski honor? – To było mroczne i okrutne zakończenie wojny – kiwa głową. – Ale nie uważam, że – jak sądzą niektórzy historycy – zasadniczym motorem pchającym mężczyzn do walki jest popęd seksualny. Sądzę, że tę motywację znacznie lepiej wyjaśnia pojęcie “kompleksu wybawiciela” – wpojone wyobrażenie o roli obrońcy, jaką mężczyzna powinien odegrać wobec swojej kobiety i rodziny w sytuacji zagrożenia.
    Książka Beevora zdaje się jednak przedstawiać armię, w której cały ów “kompleks wybawiciela” został postawiony na głowie. Rzadko bowiem w kronikach wojennych można znaleźć bardziej przygnębiającą ilustrację zastosowania wojennego powiedzenia “zwycięzca bierze wszystko”. Szok jest zaś tym większy, że dokonało się to pod sztandarami armii maszerującej przez Europę z hasłami wyzwolenia narodów. – Ma pan rację – zgadza się Beevor. – To wszystko, paradoksalnie, kończy się w ten sposób, że zaczynamy współczuć Niemcom.
    © Times Newspaper Ltd
    www.gralakhen.republika.pl/lili.html
  • @Kula Lis 19:35:59
    Z ostatniej chwili
    Sąwomir Majman :
    "Damy" Polakom tysiące Miejsc Pracy . My i Nasze koledzy z Ameryki oraz
    i Niemiec , Polska będzie produkiwała gumki samochodowe.,

    http://biznes.onet.pl/wideo/potezne-inwestycje-w-polsce-tysiace-miejsc-pracy,142091,w.html

    " Będzie dobrze ! Każdy kto będzie chciał będzie mógł pracować"
    Tylko Dobra Praca Daje Wolność
  • @koniecPOLSKI 20:00:15
    Węgierski komunistyczny szef MSW oskarżony o zbrodnie wojenne
    http://wpolityce.pl/site_media/media/cache/a9/97/a997e3c768d7714317b21f6056de1b74.jpg

    Prokuratura w Budapeszcie oskarżyła byłego ministra spraw wewnętrznych Belę Biszku o zbrodnie wojenne. 92-letni obecnie były polityk miał kierować represjami wobec cywilów po powstaniu węgierskim z 1956 roku; grozi mu dożywocie.

    Postawienie zarzutów stało się możliwe dzięki zmianom w prawie, które w 2011 wprowadził rząd Viktora Orbana. Na ich mocy przestępstwa wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają przedawnieniu, co pozwala na osądzenie tych przedstawicieli komunistycznych władz, którzy w 1956 roku pomagali wojskom ZSRR krwawo stłumić powstanie na Węgrzech.

    Przedstawiciele budapeszteńskiej prokuratury podkreślają, że Biszku jako szef MSW w promoskiewskim rządzie Janosa Kadara osobiście nadzorował działania Rady Wojskowej, która wydała rozkaz strzelania do ludności cywilnej podczas protestów w stolicy Węgier oraz w mieście Salgotarjan w grudniu 1956 roku. W ich wyniku zginęło 49 osób.

    Biuro prokuratora Budapesztu przekazało stołecznemu sądowi akt oskarżenia w postępowaniu kryminalnym przeciwko Beli Biszku, oskarżonemu o zbrodnie wojenne i inne przestępstwa.

    – podkreślił w oświadczeniu szef prokuratury Tibor Ibolya.

    Biszku oskarżony jest także o nielegalne posiadanie amunicji. Podczas przeszukania w jego mieszkaniu we wrześniu 2012 roku funkcjonariusze policji znaleźli 11 sztuk amunicji.

    Były szef resortu spraw wewnętrznych jest najwyższym rangą przedstawicielem promoskiewskich władz Węgier, który stanie przed sądem za udział w działaniach wobec antykomunistycznych powstańców 1956 roku.

    Biszku był szefem MSW w latach 1957-1961. Jest on obwiniany nie tylko o represjonowanie uczestników antysowieckiego powstania z 1956 roku - w 2011 roku oskarżono go także o publiczne negowanie zbrodni totalitaryzmu. Zdaniem części historyków jako minister spraw wewnętrznych Biszku osobiście ingerował też w procesy uczestników powstania, domagając się dla nich surowszych kar, z karą śmierci włącznie.

    Opinia publiczna na Węgrzech zainteresowała się osobą Biszku w 2010 roku po tym, jak telewizja nadała film dokumentalny poświęcony roli byłego ministra w tłumienia powstania.

    Węgierska rewolucja wybuchła 23 października 1956 roku. Jej uczestnicy domagali się przywrócenia wolności słowa i pozostałych swobód obywatelskich oraz pełnej niezależności od ZSRR. W listopadzie została krwawo stłumiona przez wojska ZSRR. Podczas obrony Budapesztu zginęło ponad dwa i pół tysiąca Węgrów, a 20 tysięcy zostało rannych. Po upadku powstania 200 tysięcy osób opuściło swoją ojczyznę.

    Represje wobec uczestników węgierskiego powstania trwały jeszcze długo po ostatecznym zdławieniu wolnościowego zrywu. Stracono kilkaset osób, w tym kilku członków rewolucyjnego gabinetu i jego szefa Imre Nagya, a tysiące osób trafiły do więzienia lub doświadczyły dotkliwych represji w innej formie.

    http://wpolityce.pl/depesze/64897-wegierski-komunistyczny-szef-msw-oskarzony-o-zbrodnie-wojenne
    Komentarzy: 4
    Dodaj komentarz
    Astat (78.142.51.***) dzisiaj, 20:31 Odpowiedz Zgłoś nadużycie

    A u nas? U nas Jaruzel po rękach jest całowany przez prezydenta, zapraszany na obrady Rady Bezpieczeństwa Narodowego, szanowany jako "człowiek honoru"... Żenujące, jak nisko upadł nasz naród...
    oko (31.2.26.***) dzisiaj, 20:40 Odpowiedz Zgłoś nadużycie

    na węgra mi on nie wygląda to jeden z chazarskich krzewicieli komunizmu
    JARUZELSKI KISZCZAK - kiedy u nas? (2.207.235.***) dzisiaj, 20:46 Odpowiedz Zgłoś nadużycie

    ...przyjdzie na was czas , i wy z PZPR_SLD,PSL,POstPZPR
    Patriota (89.77.205.***) dzisiaj, 21:02 Odpowiedz Zgłoś nadużycie

    Czytam co się dzieje na Węgrzech i coraz bardziej im zazdroszczę. Co gorsza jestem pewien, że gdyby czerwoni w Polsce zaliczyli podobną wpadkę nagraniową co tamtejsi czerwoni to sprawa przeszła by bez echa i pewnie zakończyła by się kolejną nagonką na PiS czy panów Kaczyńskich. Już sam nie wiem co w tym Kraju musi się stać aby ludzie przejrzeli na oczy. Po prostu nie wiem…….. Jeżeli śmierć prezydenta i śledztwo prowadzone gorzej jak przy wypadku drogowym, nie rusza obywateli tego kraju to nie jestem sobie wyobrazić innego nieszczęścia. Chyba nawet rosyjskie czołgi na ulicach i obecność kacapskiego namiestnika ogłaszającego przyłączenie Polski do rosji też przeszła by bez echa……. I jest mi zwyczajnie wstyd jak czytam doniesienia z Węgier (choćby to powyżej) i jednocześnie słyszę informację , że W.Jaruzelski jest tak chory, że nawet lekarz nie może go przebadać. Aż tak spsieliśmy, aż ta się skudliliśmy, że takie jawne nonsensy, które są właściwie pluciem w twarz, nikogo nie ruszają ? Co raz bardziej jestem przekonany, że w Polsce nie będzie tego co na Węgrzech. Nie w tym pokoleniu. Jeżeli uważacie inaczej, przekonajcie mnie że nie mam racji…..proszę…..
  • @Kula Lis 21:24:13
    92 lata !!! Jak Go Zamkną zrobią mu pogrzeb na koszt Państwa, Nie wyda grosza ! Widzisz ? Jakie są cwane. Na Twój (Nie daj Bóg za szybko) rodzina
    będzie się składała albo i kredyt zaciągnie w "Amber Gold"
    ZDROWIA Życzę !!!
  • @koniecPOLSKI 11:15:29
    JESTEM NA TĄ OKOLICZNOŚĆ JUŻ UBEZPIECZONY, NA 30TYS, JA I MAŁŻONKA NA 30TYS. PZDR1
  • @Kula Lis 19:35:59
    Taka uwaga formalna ... Zauważyliście jak wielu "niemców" o szerokich mongolskich rysach rodziło się po 1945 roku ? Ale jaja:) Kacapskie jaja ...

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728    

ULUBIENI AUTORZY